Nie lubię powrotów
Ach, Turcja... Gorące powietrze pachnące morzem, małe kamienne domki, mężczyźni siedzący na podwórku ze szklaneczkami herbaty, grający w jakieś gry, nawoływania sprzedawców, bazar pełen kolorów, zapachów, smaków... Przepyszne bakłażany, moussaka, szpinak, ser orgu, zapiekanka warzywna, baklava, arbuzy, melony... Mężczyżni o pięknych oczach, rzucający głębokie spojrzenia i zagadujący na każdym kroku...
No dobra, ale ile można?! Trzeba się brać do roboty!
W Polsce czekało na mnie zupełnie inne życie, o którym już zdążyłam zapomnieć.
A stażu w redakcji to już w ogóle sobie nie wyobrażałam.
Pierwszy tydzień: nic mi się nie chce, wszystko jest beznadziejne, tęsknię, wracam do Turcji!
A na dziennikarkę się nie nadaję! Trzeba było sobie poszukać innych studiów.
Moje koleżanki siedzą na praktykach w szklarni albo na bagnach, badają roślinki i mają spokój. Nie muszą co chwilę czegoś załatwiać, dzwonić, pytać, denerwować się.
Zaraz, zaraz... Czy to przypadkiem nie przesada?
Mija 11 dni. Tyle czasu potrzebowałam, żeby wbić sobie do głowy, że życie w Polsce jest lepsze, ciekawsze i bardziej wartościowe. I co najważniejsze: są tu ci wspaniali ludzie:)
Żyję w ciągłym stresie, to prawda. Ale teraz on jest pozytywny. Mam coś załatwić? Proszę bardzo! Czemu ma mi się nie udać? A zresztą to tak naprawdę ode mnie nie zależy...;]
Nie wiem, co będzie dalej. Ale przynajmniej coś się dzieje.
uczta-duchowa 2010-07-11 15:27:13
skomentuj (1)